Zaczęło się od marzeń… (cz. 2) – Pierwszy raz na pokładzie
W poprzednim wpisie napisałem, że każdy żeglarz ma swoją własną historię.
Czas więc na kolejny rozdział mojej.
Prawdę mówiąc, wszystko zaczęło się... od dziewczyny.
Pływała z rodzicami, a ja – poza fascynacją wodą i żaglami – nie miałem żadnego doświadczenia. Chciałem zrobić na niej wrażenie. Uznałem więc, że najlepszym sposobem będzie zapisanie się na kurs na stopień żeglarza jachtowego.
Nie przypuszczałem wtedy, że ta decyzja zmieni moje życie.
Pierwsze kroki stawiałem na niewielkiej żaglówce typu Nesh i nieco większym dwumasztowym Trenerze. Wszystko było dla mnie nowe. Poznawałem zupełnie obcy język – szoty, fały, kabestany, bloczki, knagi... Do tego komendy, których znaczenie dopiero zaczynałem rozumieć. Czasami miałem wrażenie, że wszyscy wokół wiedzą, co robić, tylko nie ja.
Od pierwszych zajęć spodobała mi się jednak dyscyplina i zasady, które wprowadził komandor naszego klubu. Na jachcie każdy miał swoje miejsce, swoje obowiązki i odpowiedzialność. Szybko zrozumiałem, że żeglarstwo to znacznie więcej niż samo pływanie – to współpraca, zaufanie i szacunek do ludzi oraz żywiołu.
Nie wszystko przychodziło mi łatwo. Niektóre manewry wymagały wielu prób, a nowych pojęć było tyle, że chwilami trudno było je zapamiętać. Ale wydarzyło się coś, czego zupełnie się nie spodziewałem.
Za każdym razem, kiedy schodziłem z pokładu, od razu chciałem na niego wrócić.
To uczucie zostało ze mną do dziś.
Gdy nie byłem na wodzie, nadrabiałem teorię. Pochłaniałem każdą książkę, jaka wpadła mi w ręce. Szczególne miejsce na mojej półce zajmował kultowy w tamtych czasach „Podręcznik Żeglarza Jachtowego” oraz książki o pracach bosmańskich. Godzinami ćwiczyłem również wiązanie węzłów. Co ciekawe, wiele z nich wykorzystuję do dziś – nie tylko na jachcie, ale również w codziennym życiu.
Patrząc z perspektywy czasu, uśmiecham się na myśl, że wszystko zaczęło się od chęci zrobienia wrażenia na dziewczynie. Dzisiaj wiem, że była to tylko iskra. Prawdziwym powodem, dla którego zostałem w żeglarstwie, było coś zupełnie innego – poczucie wolności, ciągła nauka i ludzie, których spotkałem na swojej drodze. ...a co do dziewczyny, chyba się udało, bo jest ze mną już ponad 20 lat ;)
Warto zrobić ten pierwszy krok po marzenia, bo nigdy nie wiadomo, dokąd może nas zaprowadzić.
Pozdrawiam
Marek
P.S. Jeśli masz ciekawą historię, doświadczenie albo temat, o którym warto napisać, koniecznie daj nam znać. Chętnie opublikujemy również historie naszych czytelników. Napisz do nas na office@sailwith.pro.