Prawdziwe historie

Zaczęło się od marzeń… (cz. 5) – co przed kursem? Czy warto się szkolić?

01 września 2026
Zaczęło się od marzeń… (cz. 5) – co przed kursem? Czy warto się szkolić?
Czy przed kursem naprawdę trzeba się szkolić? Ja postanowiłem nie czekać na pierwszy dzień zajęć i przez rok krok po kroku budowałem swoją wiedzę – od klasycznej nawigacji, przez pracę z mapą, po SRC i zasady łączności. Bo patent można zdobyć, ale start w swobodne i bezpieczne żeglowanie można zacząć dużo wcześniej.

W poprzedniej części pisałem o tym, jak szukałem szkoły, która da mi nie tylko patent, ale przede wszystkim wiedzę i praktyczne umiejętności. Ale zanim jeszcze pojechałem na kurs, minął prawie rok, licząc od momentu, kiedy zdecydowałem, że chcę zdawać egzamin na Jachtowego Sternika Morskiego.

I pojawiło się pytanie: czy warto szkolić się jeszcze przed kursem? Tu pewnie będzie tyle odpowiedzi, ilu żeglarzy.

Z tego, co obserwuję, szkoły często proponują pewnego rodzaju kolejne etapy: zrób JSM, poznaj podstawy wszystkiego, a później rozwijaj się jako skipper. Ja od początku miałem trochę inne podejście.

Czy lepsze? Nie wiem. I chyba nie ma na to jednej dobrej odpowiedzi. Każdy potrzebuje swojej własnej drogi i każdy chce dojść w wiedzy i umiejętnościach do trochę innego miejsca.

Ja miałem ten komfort, że od decyzji o zdawaniu egzaminu do samego kursu miałem około roku. Pomyślałem więc, że zamiast zostawić wszystko na ostatnie tygodnie, będę poznawał kolejne zagadnienia spokojnie, we własnym tempie.

Na pierwszy ogień – nawigacja

Jak zwykle zacząłem od researchu. Tym razem nie szukałem kolejnej książki, tylko warsztatów. Zależało mi na tym, żeby ktoś nie tylko powtórzył ze mną wiedzę z podręcznika, ale pozwolił mi popracować z mapą i naprawdę zrozumieć nawigację.

Warsztaty obejmowały między innymi nawigację terrestryczną, zliczeniową i pilotową, wyznaczanie pozycji, kursów i namiarów, pływy i prądy, pracę z mapą, a także podstawy planowania rejsów. Atutem była praca na oryginalnych mapach treningowych, locjach, almanachach, tablicach i innych materiałach nawigacyjnych.

I przyznam – dało mi to naprawdę dużo frajdy.

Wymagania na JSM były oczywiście niższe, ale właśnie dlatego cieszyłem się, że mogłem pójść trochę dalej.

Do klasycznej nawigacji wracam zresztą do dziś.

Wiem, że część osób powie: „Po co Ci to? Przecież mamy GPS, plotery, tablety, telefony i elektroniczne mapy...”

I trudno się z tym nie zgodzić. Jeżeli jedziemy na tydzień na wyczarterowany jacht w Chorwacji, prawdopodobnie większość z tej wiedzy nigdy nie będzie nam potrzebna. Ale ja osobiście bardzo lubię pracę z mapą i uważam ją za bardzo ważny element przygotowania do rejsu. Elektronikę oczywiście wykorzystuję jak każdy – to świetne narzędzie. Nie chciałbym jednak, żeby zastąpiła mi myślenie, z drugiej strony nie bawię się Kolumba.

Bo elektronika może zawieść. Może zabraknąć zasilania, może pojawić się awaria albo nieaktualna mapa, szczególnie na starych jachtach. Zwróćcie uwagę, że trochę przypomina mi to rozmowę o prognozach pogody.

Możemy patrzeć na modele pogodowe na ekranie, ale warto też spojrzeć w niebo, poczuć wiatr, obserwować chmury i zmiany pogody. Nie zawsze to, co pokazuje tablet, jest tym, co właśnie dzieje się wokół nas.

A jak trochę posłuchacie tych, którzy często są na wodzie to zaczyna pojawiać się więcej opinii, że modele pogodowe potrafią się mocno mylić i dlatego ta umiejętność chyba nie straciła na znaczeniu, a jest moim zdaniem bardzo trudno.

Kolejny krok – radio. Następne było SRC.

Tutaj również szukałem kursu, na którym można było naprawdę popracować z radiem, a nie tylko nauczyć się odpowiedzi do egzaminu w UKE. I znowu... znalazły się osoby, które mówiły: „Po co Ci ten papier? Po co uczyć się tych wszystkich pytań?”

Moim zdaniem warto rozdzielić kilka rzeczy: swobodne korzystanie z radia, wiedzę o zasadach łączności, praktykę wykonywania wywołań oraz samo przygotowanie do egzaminu.

Bo przecież zasady są po coś.

Kiedy popływacie po naszych rodzimych portach, zauważycie, jak często radio jest wykorzystywane do komunikacji. Dla porównania – w wielu marinach Chorwacji czy Grecji potrafi być niemal zupełnie cicho. Radio odzywa się głównie wtedy, kiedy coś się dzieje. Stąd biorą się posty na FB typu: "Hej, macie numer do marinero w porcie..., bo nie wiem czy są miejsca?" itp.

Czy to dobrze? Nie oceniam. Po prostu lubię, kiedy pewne rzeczy robi się według ustalonych zasad. Reguły komunikacji nie powstały przecież po to, żeby utrudniać życie żeglarzom. Powstały po to, żeby ludzie na wodzie z różnych krajów, mówiący różnymi językami, mogli się ze sobą porozumieć.

Zresztą tę samą zasadę można przenieść na inne elementy żeglowania. Bo po co wiedzieć, czym są znaki kardynalne? Po co znać przepisy drogi? Po co uczyć się locji? itd., itd....

Można przecież powiedzieć: „Najważniejsze, żeby mój jacht zmieścił się między innymi.” 😉 I jak się to kończy? Stajesz się gwiazdą portali społecznościowych i filmów.

Nauka może być zabawą

W wolnych chwilach zdarzało mi się po prostu odpalić telefon z aplikacją pokazującą światła i oznakowanie jednostek pływających. Znalazłem nawet fiszki i zacząłem robić z tego małe quizy.

Na początku? Czarna magia.

Po kilku tygodniach takich zabaw nagle zaczęło się to wszystko układać w logiczną całość. I właśnie to najbardziej lubię w żeglarstwie. Można się uczyć bardzo poważnych rzeczy, ale wcale nie trzeba robić tego wyłącznie przy biurku z podręcznikiem.

Czy warto więc szkolić się przed kursem?

Moim zdaniem – tak, jeżeli czujesz, że tego potrzebujesz.

Nie dlatego, że musisz wiedzieć wszystko przed rozpoczęciem kursu. Nie dlatego, że dzięki temu łatwiej zdasz egzamin.

Po prostu dlatego, że możesz wejść na kurs z ciekawością, a nie ze stresem, i wykorzystać czas z instruktorami na rzeczy, których samemu trudniej się nauczyć.

Jak pisałem już w pierwszej części – każdy ma swoją własną drogę.

Najważniejsze, żeby ta droga prowadziła nas nie tylko do patentu, ale przede wszystkim do swobodnego, świadomego i bezpiecznego żeglowania.

A co wydarzyło się później? Jak wyglądał sam egzamin JSM i co dało mi to całe przygotowanie?

O tym w następnej części.

Pozdrawiam
Marek