Prawdziwe historie

Zaczęło się od marzeń… (cz. 3) – długa przerwa…

11 sierpnia 2026
Zaczęło się od marzeń… (cz. 3) – długa przerwa…
Czasami odkładamy marzenia na później, tłumacząc się brakiem czasu, obowiązkami albo tym, że „to jeszcze nie dla mnie”. A czasem wystarczy to coś, żeby przypomnieć sobie, że na marzenia nigdy nie jest za późno.

Minęło sporo czasu, zanim moja żeglarska historia doczekała się kolejnego rozdziału. Dzisiaj chciałbym podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami, bo czasami w życiu przychodzą momenty, które przypominają nam o marzeniach, które gdzieś po drodze odłożyliśmy na później.

Moje początki to przede wszystkim żeglarstwo śródlądowe. I pewnie większość z Was pomyśli o Mazurach. Tymczasem moja żeglarska mapa zaczęła się od znacznie mniejszych akwenów – Pogorii, Dziećkowic i Jeziora Żywieckiego.

To właśnie tam uczyłem się żeglowania, poznawałem wodę i nabierałem doświadczenia. I długo, naprawdę długo, trwało, zanim zainteresowało mnie żeglarstwo morskie.

Dlaczego?

Może była to pogoń za pracą. Może brak czasu. A może po prostu wygodna wymówka, że rodzina zdecydowanie bardziej woli leżak niż spędzanie wakacji z Tatą na jachcie.

Tak jak pisałem wcześniej – każdy ma swoją historię.

Pewnego dnia kręciliśmy się z kolegą po jeziorze. Właśnie wrócił ze swojego pierwszego rejsu morskiego. Rozmawialiśmy o żeglowaniu, aż w pewnym momencie, zupełnie między wierszami, zapytał:

– Marek, czemu Ty jeszcze nie masz patentu Jachtowego Sternika Morskiego?

Oczywiście natychmiast znalazłem wymówkę.

– Ja? Nie wiem… chyba nie jestem jeszcze wystarczająco dobry.

Niby nic. Jedno pytanie, jedna odpowiedź. A jednak ta myśl zaczęła we mnie kiełkować.

I nagle znowu poczułem się jak ten chłopiec, który patrzył na żaglowce, podziwiał otwarte żagle i marzył, żeby kiedyś zostać kapitanem.

Może takim jak kapitan Borchardt z książki „Znaczy Kapitan” – książki, którą zresztą polecam każdemu żeglarzowi, również tym, którzy mają już za sobą wiele mil.

Wtedy zrozumiałem coś ważnego.

Marzenia nie są po to, żeby o nich tylko myśleć. Są po to, żeby motywowały nas do działania.

Wróciłem z tą myślą do domu. Przy okazji różnych rozmów temat pojawiał się między mną a dziećmi, między mną a żoną.
Niby przypadkiem, trochę żartem, trochę na poważnie.

Aż pewnego dnia, w moje urodziny, dostałem jeden z najpiękniejszych prezentów.

Dzieci własnoręcznie narysowały voucher na kurs Jachtowego Sternika Morskiego.

I to był przełom.

Nagle marzenie, które przez tyle lat gdzieś we mnie drzemało, dostało konkretny kierunek.

A jak szukałem szkoły, jak przygotowywałem się do kursu i dlaczego właśnie ta droga zbiegła się z Bartkiem i doprowadziła nas do pomysłu na sailwith.pro?

O tym w następnej części.

Czasami wystarczy jedno pytanie, żeby przypomnieć sobie o marzeniu, które czekało na swój moment.

Do następnego...

Marek


P.S. Jeśli masz ciekawą historię, doświadczenie albo temat, o którym warto napisać, koniecznie daj nam znać. Chętnie opublikujemy również historie naszych czytelników. Napisz do nas na office@sailwith.pro.