Minęło sporo czasu, zanim moja żeglarska historia doczekała się kolejnego rozdziału. Dzisiaj chciałbym podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami, bo czasami w życiu przychodzą momenty, które przypominają nam o marzeniach, które gdzieś po drodze odłożyliśmy na później.
Moje początki to przede wszystkim żeglarstwo śródlądowe. I pewnie większość z Was pomyśli o Mazurach. Tymczasem moja żeglarska mapa zaczęła się od znacznie mniejszych akwenów – Pogorii, Dziećkowic i Jeziora Żywieckiego.
To właśnie tam uczyłem się żeglowania, poznawałem wodę i nabierałem doświadczenia. I długo, naprawdę długo, trwało, zanim zainteresowało mnie żeglarstwo morskie.
Dlaczego?
Może była to pogoń za pracą. Może brak czasu. A może po prostu wygodna wymówka, że rodzina zdecydowanie bardziej woli leżak niż spędzanie wakacji z Tatą na jachcie.
Tak jak pisałem wcześniej – każdy ma swoją historię.
Pewnego dnia kręciliśmy się z kolegą po jeziorze. Właśnie wrócił ze swojego pierwszego rejsu morskiego. Rozmawialiśmy o żeglowaniu, aż w pewnym momencie, zupełnie między wierszami, zapytał:
– Marek, czemu Ty jeszcze nie masz patentu Jachtowego Sternika Morskiego?
Oczywiście natychmiast znalazłem wymówkę.
– Ja? Nie wiem… chyba nie jestem jeszcze wystarczająco dobry.
Niby nic. Jedno pytanie, jedna odpowiedź. A jednak ta myśl zaczęła we mnie kiełkować.
I nagle znowu poczułem się jak ten chłopiec, który patrzył na żaglowce, podziwiał otwarte żagle i marzył, żeby kiedyś zostać kapitanem.
Może takim jak kapitan Borchardt z książki „Znaczy Kapitan” – książki, którą zresztą polecam każdemu żeglarzowi, również tym, którzy mają już za sobą wiele mil.
Wtedy zrozumiałem coś ważnego.
Marzenia nie są po to, żeby o nich tylko myśleć. Są po to, żeby motywowały nas do działania.
Wróciłem z tą myślą do domu. Przy okazji różnych rozmów temat pojawiał się między mną a dziećmi, między mną a żoną.
Niby przypadkiem, trochę żartem, trochę na poważnie.
Aż pewnego dnia, w moje urodziny, dostałem jeden z najpiękniejszych prezentów.
Dzieci własnoręcznie narysowały voucher na kurs Jachtowego Sternika Morskiego.
I to był przełom.
Nagle marzenie, które przez tyle lat gdzieś we mnie drzemało, dostało konkretny kierunek.
A jak szukałem szkoły, jak przygotowywałem się do kursu i dlaczego właśnie ta droga zbiegła się z Bartkiem i doprowadziła nas do pomysłu na sailwith.pro?
O tym w następnej części.
Czasami wystarczy jedno pytanie, żeby przypomnieć sobie o marzeniu, które czekało na swój moment.
Do następnego...
Marek
P.S. Jeśli masz ciekawą historię, doświadczenie albo temat, o którym warto napisać, koniecznie daj nam znać. Chętnie opublikujemy również historie naszych czytelników. Napisz do nas na office@sailwith.pro.